Relacja z Nord Cup 2016

Regaty odbyły się 2-3 lipca 2016. Starowało nas 12 kobiet.   Poniżej relacja  Kasi, która również ukazała się w magazynie  Żagle.com.pl  (link) 

Cztery dni z kobiecym teamem regatowym Shekle na Nord Cup

Autor: Andrzej Podwysocki, Paweł Motawa
Czy wśród rodzimych pasjonatów żeglarskich emocji znajdzie się jeszcze ktoś, kto nie słyszał o pierwszej  w Polsce kobiecej załodze regatowej Shekle, ścigającej się w Class Open B, na 43-stopowym jachcie „Oiler.pl”, projektu Judel-Vrolijk Design. Jest to ex-„Rubin XI”, słynny niemiecki jacht startujący w Admiral’s Cup.

Celem projektu jest promowanie dobrych, sportowych emocji na wodzie, regatowego żeglarstwa morskiego, szczególnie wśród żeglarek. Nazwa teamu powstała od słowa „szekla” – rodzaju klamry łączącej elementy takielunku, która scala, spina i integruje. Szekle pozwalają skutecznie i szybko zespolić różne elementy, są wytrzymałe, mocne, wszechstronne i raz  dobrze zakręcone, nie dają się łatwo odkręcić.

Shekle trenują głównie w Gdańsku, a bliskim celem załogi jest start w Mistrzostwach Europy w Żeglarstwie Morskim ORC w 2017 roku. Shekle to projekt długofalowy wykraczający daleko poza jednorazowy start na „Oilerze” – zapewnia pomysłodawczyni i matka projektu Ane Piżl, projekt z misją, o ogromnym potencjale rozwoju.

Jeśli jeszcze nie znacie Shekli, to jest to najwyższy czas nadrobić zaległości i przyjrzeć się temu wyjątkowemu projektowi oczami członka załogi. Oto relacja z właśnie zakończonych regat Nord Cup 2016. Zapraszam na pokład „Oilera.pl”, by przeżyć to jeszcze raz.

CZWARTEK 30.06.2016

W czwartkowy wieczór przed regatami jadowicie zielony „Oiler.pl” zjawia się w Górkach Zachodnich. Już pierwszy wieczór integracji załogi składającej się z 12 dziewczyn jest pełen sportowych emocji…. wyjątkowo zupełnie nie żeglarskich. Polska właśnie rozgrywa mecz ćwiercfinałowy z Portugalią w Euro 2016, więc wszystkie dziewczyny wraz z innymi załogami regatowymi kibicują polskiej drużynie. Jest radość, jest zwątpienie, jest wzruszenie, jest nerwowe odliczanie do końca, jest remis, są karne, jest przegrana, jest smutek i żal. Jak będzie z nami? Czy podobnie?

 

Piątek 01.07.2016

Piątek bladym świtem rozpoczyna się dzień treningowy. Z pokładu „Malaiki” zostaje wydane sute śniadanie. To mój debiut w drużynie Shekli. Postanowiłam więc ugościć dziewczyny nie tylko chlebem i solą, ale pełnowartościowym, wysokokalorycznym posiłkiem dla sportowców. Może naszym następnym etapem bedzie Volvo Ocean Race i liofiliza, ale póki co są swieże bułki, jaja, sery, warzywa, pachnące kakao i kawa.

Przy śniadaniu mam chwilę żeby się przyjrzeć załodze Shekli. Pierwszą żeglarską lekturą, ktorą podsunął mi Kapitan była książka „Cruising Women”. Połknęłam jednych tchem opowieść pisaną przez kobiety, o kobietach, dla kobiet, o pływaniu samotniczo i w teamie, o pierwszych motywacjach, o pierwszym powożeniu pontonem, o tym czy warto, żeby nasz partner był naszym nauczycielem,  i o tym dlaczego zazwyczaj nie, o robieniu henny na Atlantyku (dla męskiej części czytelników: to takie farbowanie rzęs).

Dziesiątki rozdziałów pisanych przez amatorki i profesjonalistki, kobiety, które całe życie spędziły na jachtach, z dziećmi lub z iguanami, turystycznie i w regatach, małe i duże problemy, ot życie. Kilka lat potem, za sprawą Kapitana nadszedł czas na śledzenie z wypiekami na twarzy zmagań teamu SCA w Volvo Ocean Race, kupiłam nawet magentową koszulkę, a więc zaplecze teoretyczne już jest, teraz więc czas na praktykę: 12 dziewczyn na pokładzie regatowej łódki cumuje longside do „Malaiki”.

Kogóż tu z nami nie ma… są wśród nas kobiety naukowcy, właścicielki własnych firm, pracownicy korporacji, humanistki i umysły ścisłe, ekstra i introwertyczki, odważne i nieśmiałe, wysokie i niskie, z oranżowymi paznokciami i całkiem saute… brunetki… blondynki…  ja wszystkie Was dziewczynki…. tralallaaaa….

W piątek po treningu uczestniczyłyśmy w gdańskich Fuckup Nights zorganizowanych podczas Baltic Sail Gdańsk i na prelekcji Maćka Sodkiewicza usłyszałyśmy, że w dobrej załodze powinni się znaleźć nie tylko wyśmienici żeglarze, ale przede wszystkim osoby o wielu talentach, Shekle zdecydowanie sa doskonałym przykładem  tej tezy.

Ali Baba i 13 rozbójników, w tym przypadku hersztem jest Dorota Dajkowska, skipperka z wieloletnim doświadczeniem regatowym, utytułowana różnymi zwycięstwami trenerka Shekli.

Na pokładzie  nie ma miejsca na demokrację. Dorota rządzi twardą ręką i trzeba mieć twarde cztery litery, żeby tę monarchię absolutną znieść. Demokracja ma ograniczone zastosowanie w pokładowym życiu społecznym, skuteczne dążenie do określonego celu wymaga hierarchii wiec nie ma zmiłuj, na „Oilerze” panują sztywne reguły.
Punkt pierwszy: kapitan ma zawsze racje, punkt drugi: jeśli nie ma, patrz: punkt pierwszy. Osławione liberalne społeczeństwo obywatelskie zostaje na kei, znajdujemy się w ustroju radykalnie konserwatywnym.

Zarządzanie ludźmi jest trudne, zarządzanie kobietami to ponoć jeszcze wyższa poprzeczka, zarządzanie 12-stoma nietuzinkowymi osobami płci pięknej to w takim razie wyczyn. Może właśnie dlatego mniejsze klasy jedno lub dwuososobowe cieszą się większym powodzeniem wśród pań.

Zastanawiam się nad fenomenem faktu, że niezależne i mocne dziewczyny, które w lądowym świecie nierzadko kierują innymi, znajdują w sobie chęć bezwzględnego podporządkowania się skipperowi jachtu regatowego.  Jest coś atawistycznego w tym posłuszeństwie stada, zintegrowanym we wspólnym dążeniu do celu. Pojedyńczy człowiek nie byłby w stanie upolować mamuta, my też musimy współdzialać.
Cel wprawdzie się zmienił, lecz strategia przetrwała.

Przez głowę przemyka myśl, że na kudłatą bestię polowali jedynie meżczyźni, więc czasy się jednak odrobinę zmieniły.

Na dalsze rozmyślania nie ma czasu. Dorota obsadza stanowiska. Zaczyna się zabawa. Znój, krew, pot i łzy. Płynie z nami pokładowy reporter Paweł i dziennikarz „Wysokich Obcasów” Jerzy.

Paweł robi zdjęcia, Jerzy zbiera materiały do artykułu o dziewczyńskiej załodze. Niestety nie ma czasu na pozorowane działania i pozowania na okładki kobiecych czasopism. Sztag za sztagiem, wciągamy spinakera, przebras, jeden, drugi, trzeci, zmiana genuy na foka i kolejne komendy padają z prędkością światla.

Tasujemy żagle jak karty w talii, korby, kabestany, szoty, brasy, gaje, baksztagi, fały… Zapowiedz prawdziwych emocji, które czekają na nas nazajutrz.

Spływamy do mariny AZS w Górkach Zachodnich. Dorota ma dziś występ na Fuckup Nights w Gdańsku nad Motławą.

Wraz z nią na imprezie pojawiają się Shekle w pełnym składzie. A jakże. Nikt się nie wyłamuje. Gdzie Ty Gajuszu, tam Ja Gaja.

Dorota opowiada o tym, jak z wielu rodzinnych, życiowych i biznesowych zakrętów ratowało ją żeglarstwo, jak upadała i podnosiła się z kolan,  i jak w końcu zrozumiała, że żeglarstwo to właściwy kierunek.

My też juz mamy poobijane kolana i też musimy się podnieść… rano… wcześnie rano… Jutro… regaty….

Sobota 02.07.2016

Wstaje sobotni świt. Dobry posiłek podnosi morale każdego sportowca. Dziś nie czas dbać  o linię, więc na stół w Malaikowym kokpicie wjeżdża wielka micha twarogu, pokaźna porcja sałatki, i równie ogromna jajecznica. Pachnie kawa z imbryka i adrenaliną.
Tuż po śniadaniu, a w zasadzie w jego trakcie czeka nas żmudna zmiana żagla. Grot jest uszkodzony, mamy obawy trymować go po regatowemu aby nie uległ dalszej destrukcji,  więc trzeba go wymienić na zapasowy. Wywlekamy stary żagiel na keję, nowy jest przygotowywany do wniesienia na pokład, jeszcze tylko listwy do wymiany. Nie jesteśmy klonami Pudziana i w związku z tym w operacji bierze udział połowa załogi. Ufff, jest ciężko, przydałby sie jakis mężczyzna, lecz po co? Dajemy radę.

Za chwilę ruszamy na start. Każda już wie co ma robić.

Tonia, olimpijsko spokojna blondynka o głębokim głosie, która cztery lata temu zaczęła przygodę z żeglowaniem w klasie Laser i co widać na dostępnych w sieci  filmach z jej udziałem, odznacza się cyrkową zręcznoscią i gibkoscią, ląduje do pracy na baksztagach.

Towarzyszy  jej Marta, młoda pani fizyk z Łodzi, o wielkim jak świat uśmiechu, nie ma wątpliwości, że skoro tak doskonale daje sobie radę w zmaskulinizowanym świecie nauk ścisłych, to kobiece żeglarstwo regatowe będzie dla niej jak bułka z masłem, lub nie przymierzając prawa Newtona.

Dziewczyny wspiera Weronika, przyjaciółka Doroty z Trójmiasta, początkująca żeglarka zarażona przez naszą skipperkę zainteresowaniem dla sportów wodnych.

Na szotach genuy siada Sylwia, dziewczyna od IT, której opanowanie jest w rzeczy samej godne podziwu. Może to rys osobowości Sylwii, a może profesjonalizm zawodowy, wszak świat komputerów z pewnością jest łatwiejszy w obsłudze niż świat zasobów ludzkich. Swój podziwu godny stoicyzm Sylwia przenosi do załogi Oilera i już po chwili okazuje się, że to wręcz niezbędna cecha w naszym eklektycznie różnorodnym Sheklowym mikrokosmosie.

Na drugiej burcie ja, czyli Kasia – specjalistka od języka Szekspira, której zmagania żeglarskie śledzą wychowankowie rozsiani po świecie od dalekiego Harvardu po całkiem bliski  UJ. Pierwotną motywacją do żeglarstwa było w tym wypadku uczucie, całkiem lądowe, choć w pierwszej fazie zamorskie. A potem szkoła podstawowa, gimnazjum i liceum. Zegrze, Mazury i Bałtyk, a po drodze Karaiby. Kolejne stopnie wtajemniczenia, przede mną jeszcze uniwersytet – ocean, najlepiej gdyby Spokojny. Zupełnie nieoczekiwanie dla wszystkich zainteresowanych z Moim Kapitanem włącznie, z dekoracyjnego galiona znalazłam sie po latach przy kabestanie two tonnera, z korbą i szotem w reku. Ech te dziwne koleje żeglarskich losów.  Od widza do uczestnika spektaklu. Od pasywności do aktywności. Od obojętności do zaangażowania. Daleka droga, może Wam kiedyś o niej opowiem.

Naszą pracę koordynuje filigranowa i malutka Małgosia, współwlascicielka rodzinnej firmy odzieżowej z Łodzi, której siła, o którą nie podejrzewałby jej żaden postronny obserwator, zdumiewa całą resztę załogi. Małgosia jest nieustraszona, dzielna i lekuchna jak piórko, i to właśnie ona wjeżdza na maszt pieczołowicie ubrana w uprząż przez Ane – znakomitą ratowniczkę medyczną i morską, aby dokonać niezbędnych napraw.

Małgosia jako jedyna sprawia wrażenie, że setna komenda na szoty genuy: wybierz, luzuj, wybierz luzuj, nie robi na niej wrażenia. Wieczorem tego samego dnia zastanawiamy się, czy dwie podejrzane kulki, które wyrosły jej na plecach, to nowe upragnione mięśnie od katorżniczej pracy, czy tylko zwykły zakwas. To właśnie Małgosia, właścicielka małego jachtu morskiego Teliga 89 o dumnej nazwie „Lobuś”,  wystartuje w tym roku w pierwszej dwuosobowej kobiecej załodze w regatach Poloneza. Skipperem bedzie kto…? No kto… ? Dorota!
Trzymamy za Was kciuki dziewczyny!

Na falach i knagach pracuje Monia. Dziewczyna,  której nie sposób nie uwielbiać za burzę ciemnych włosów chwilowo ukrytych pod załogową czapką, promienny uśmiech chwilowo na swoim miejscu, i za to że stara się, żeby polskie stosunki z UE były zawsze bez zarzutu. Dzięki Monice relacje na pokładzie zyskują zarówno w odcinku żeglarskim, jak i w zakresie relacji międzyludzkich, i to się wlaśnie  nazywa wszechstronność.

Trymerem grota jest Maja, uroczo piegowata, z pięknymi brązowymi  lokami, właścicielka firmy ze sprzętem sportowym w Berlinie. Maja pływała regatowo w klubie uniwersyteckim Freie Universitat zu Berlin w klasie Vision, turystycznie pod koło podbiegunowe i po ciepłych wodach. Opowieści Mai o zimowym treningu zaprojektowanym pod żeglarską pasję robią wrażenie. Maja wydaje się być niezastąpiona nie tylko ze względu na sprawność i siłę,  ale również z powodu życzliwości i serdeczności.  Maja – mama dwóch małych urwisów, kobieta od zadań specjalnych.

 

Ane to właścicielka firmy zajmującej sie szkoleniem i ratownictwem,  człowiek gaszący pożary dosłownie i w przenośni. Łobuzerski uśmiech Ane, spokojny ton głosu łagodzący wszelkie gwałtowne emocje, rozsądek i opanowanie oraz cierpliwe instrukcje obsługi obkładania grota na bomie: „A teraz zrobimy tak: 1.2.3. czy są jakieś pytania ? czy wszyscy zrozumieli? zaczynamy…”  sprawiają, że Ane to nasze koło ratunkowe w sytuacjach kryzysowych.

Basia to siostra Ane, psychoterapeutka z Oxfordu. Ciepłe spojrzenie niebieskich, mądrych oczu Basi najlepiej leczy wszelkie urazy.
Mam tak spękane od wiatru i słońca usta, że cieknie mi z nich krew. Co tam Kasiu? – pyta z troską Basia. Wystawiam do góry kciuk.  Jak to miło mieć na pokładzie zawodowego psychologa i terapeutę poznawczo-behawioralnego. Tak tylko na wszelki wypadek, Basia jest wszak na urlopie, więc miejmy nadzieję, że nie będzie potrzeby korzystania z jej usług.

Ania to doktor nauk ekonomicznych, doradca biznesowy i wykładowca poznańskiej uczelni. Wyprostowana jak struna , szczuplutka blondynka o poważnym spojrzeniu, emanująca klasą dziewczyna, której zrównoważenie i poznańsko-akademicka kindersztuba stanowią w drużynie Shekli wartość na wagę złota.

No i wreszcie Dorota – wulkan energii o gwałtownym charakterze na bardzo krótkim loncie, cechująca się niczym  nie ujarzmioną wolą walki. Właścicielka firmy, społecznik, mama małego urwisa, któremu opowiada na dobranoc bajki  o wieżowcach, które uciekły ze smutnego blokowiska by udać sie w daleki rejs do egzotycznej, pachnącej rybą i morską solą Jastarni. Dziewczyna, która w piątkowy wieczór tuż po morderczym trenigu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (zdradzę Wam, że widziałam w „Malaikowej” łazience porzucone lokówkę i mascarę), przeistoczyła się z pokładowego huligana w szortach w długowłosą, zielonooką prelegentkę w czarnej sukience.

Wychodzimy na wodę. Za chwilę start. Chyba wszystkim bez względu na profesję, wiek, charakter i kolor włosów udzielają sie napięcie i ekscytacja.  Na cztery minuty do startu Dorota ogłasza szybką zmianę genuy na foka. Decyzja jest ostateczna i  nie ma czasu na dyskusję. Więc szybciej i  szybciej, uciekają cenne sekundy, akcja przebiega błyskawicznie, genua zrzucona,  Monika wybiera fał foka.  Jest!
3, 2, 1…. Dyszymy ciężko w poczuciu dobrze wykonanego obowiązku.

Chciałam sprawdzić czy dacie radę –  stwierdza z figlarnym błyskiem w oku  Dorota. Nikt nie pyta o wynik testu. Nie ma na to czasu.

Spinaker góra! – krzyczy Dorota. Kasia jesteś? Słyszę głos Moni. Chyba potrzebne jest małe wsparcie na fale. Naprawdę niewielkie. Jestem, jestem, tam gdzie powinnam być, tuż za plecami dzielnego managera fałów.   Wybieramy razem fał spinakera. Znów sie udało.

Dziś czeka nas długi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s